najważniejsze to złapać równowagę, a potem już jakoś idzie - cytat z koleżanki
skomentuj (0)
córka dorwała się to do regału z książkami i zaczęła rozrzucać. interesujący wybór, pomyślał pan btz, gdy zobaczył nazwiska wyselekcjonowanych autorów: celine, bukowski, vian, mailer
*cytat za pewnym Kimś
czasem, w przypływie masochizmu, wklepuję w google coś, o różnych
ludziach, których znam. w większości młodszych ode mnie, tak w pewnym
wieku się dzieje, że przeważają młodsi (społeczeństwo się starzeje to
bulszyt?). i wtedy wysypuje się imponująca lista profili, goldenline,
facebook, myspace, linkedin i pierdyliard innych. na tych profilach są
zdjęcia, raz niezłe, raz figlarne, raz okropnie słabe. ale nie o
zdjęciach miało być... wyskakują bowiem także kurewsko długie
życiorysy. mamy więc drobną setkę firm, z deatlicznym często
bełkotliwym wyznaniem co to się w takiej a takiej firmie robiło i na
jakim stanowisku. no może nie setke, ale kilka-naście to norma. potem
jest zestaw projektów/przedsięwzięć/wygibasów, w których to się brało
udział lub było wręcz SPIRYTUS movens tychże. potem, a jakże, jest
wyjebana na pół monitora komputera najmniej, lista szkół, które
rzeczone indywiduum zaszczyciło swą obecnością. obowiązkowo kilka
niepolskich, bo niepolskie robią wrażenie. dalej idą kursy, nieprzebyte
morze kursów - od paralotni, przez pilota wycieczek, po samoobronę (w
sensie bijatykę) po NLP itp. jest też miejsce na błędy młodości w stylu
młodzieżówek wszelkich, społecznych komitetów, zbierania podpisów lub
chociaż harcerstwa. służenia do mszy nikt jeszcze nie wymienił. ale
szukam :) to nie koniec, oj nie - potem jest listing języków znanych w
stopniu różnym - im bardziej egzotycznych - tym lepiej (hehehe). a
kiedy już szkoły, firmy, projekty, kursy, wolontariaty, języki itp. się
skończą... zaczyna się kurwa lista hobby! jak można mieć jeszcze hobby.
resztę czasu, która została i tak pożera aktualizacja profili (bo
wiadomo, cały czas się coś zmienia). o hobby pisał nie będę, bo
większość z nich, to oczywiście nie jest lekka i przyjemna lektura
komiksu w kiblu, ale przedsięwzięcia, które pochłaniają najmniej dwa
dni z weekendu!!!
jestem dumny z moich znajomych. przemawia przeze mnie zwykła zazdrość.
jestem kurwa pełen podziwu dla ich zdolności organizacyjnych i że im
się chciało to wszystko robić. mi wygodnie było zasłaniać się zawsze
beznadzieją mojego pokolenia - too old to loose it, too young to choose
it. stąd te wulgarne zgorzknienie. kurwa, ja w liceum nawet nie znałem
słowa wolontariat!!!
a może to kwestia diety?
nic to. chyba trzeba zacząć nadrabiać. żeby mieć na koniec życia gotową
autobiografię do wydrukowania. może jakiś dobry znajomy dopisze dialogi
i będzie dzieło. ale swoją drogą - jak raz zacząłem uzupełniać profil
na linkedinie to mnie znajomi zapytali czy pracy przypadkiem nie
szukam. strach, po prostu strach.
dżizaz. ja pierdole, właśnie sobie pomyślałem, że niektórzy moi znajomi już mają nawet własne biogramy na
wikipedii...
* to cytat, w wolnym tłumaczeniu, z Deadwood. bo kurcze notka musi mieć jakiś tytuł, nie ? ;)
pamiętam z pamiętnej (hehe) książki niejakiego salvatore zdanie na temat tego, że im niżej się upadnie, tym wyższa wydaje się góra, na którą trzeba się wspiąć. gdzieś tam po drodze doszło jeszcze stwierdzenie: jesteśmy na dnie, uwaga!, pod nami może być ropa...
drodzy rewolucjoniści,
You are currently using 2323 MB (31%) of your 7362 MB
niejaki Suska, co spisuje poezje, zapytany kiedyś przy okazji nagrody
najki, „co jest między wierszami”, odpowiedział „życie”. rozpiera mnie
duma, że był kiedyś moim redakcyjnym kolegą. zdrowie panie Darku
reszta jest miauczeniem ;)